Smutek, radość? Hm…?
Dawno nie pisałam… Ogólnie jest dobrze. Problemy życia codziennego już mnie nie dobijają. Daję radę. łeb do góry i jakoś się trwa w tym wszystkim. Co prawda zdarzą się czasem jakieś “uspokajacze”, ale z rozwagą. Bo w sumie co za dużo to nie zdrowo. Siedzę, wpieprzam zupę i robi mi się coraz bardziej nie dobrze? Schizy mam coraz większe. Chyba jakiś robal rzucił mi się na mózg! Co ja robię ze swoim życiem? Zamiast wziąć się do nauki, do roboty to zawalam sprawę. Olewam wszystko na całej linii. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe, ten tydzień… Podniosę się, żebym nie wiem jak nisko upadła. Podniosę, bo muszę. Dla siebie. Muszę pokazać, że jestem dorosła. Bo jestem, prawda? Już jest lepiej. Jak dobrze, że można gdzieś wypisać smutki, boleści i radości. Aczkolwiek o smutkach się pisze dużo lepiej niż szczęśliwych wydarzeniach. A w moim życiu jest więcej radości niż zmartwień. I z tego się cieszę, to mnie tu trzyma!
PS. A jak Mikołajki minęły? Były prezenty?;)
